Nieświadomie naraziłam córkę na tyle przykrych chwil!

Data publikacji: 19 Marzec 2015

Na kurację J. Jonaša trafiłam z polecenia koleżanki. Miała swoje kłopoty i namówiła mnie, że warto spróbować. Moja córka miała wtedy 9 latek. Wciąż była chora, a to już był czas szkoły i dużo lekcji opuszczała. Głównie ją dopadały zakażenia dróg oddechowych. Już zaraz po narodzeniu miała zapalenie płuc i tak to się zaczęło. Tak około siedem razy w roku leżała w domu z jakimś choróbskiem. Kłopoty były ze zwolnieniami w pracy. Nasz starszy syn też chorował, ale nie aż tak. Ona to albo angina, albo zapalenie oskrzeli, zakażenia wirusowe układu oddechowego; do tego doszły niewiadome bóle brzucha. Na moje oko, to ona już się uodporniła na antybiotyki. Ale ogólnie była w dobrej formie, w dobrej wadze, grzeczna, bez kłopotów wychowawczych.


Podczas spotkania z panią konsultantką opowiedziałam też historię swoich kłopotów. I dobrze się stało. Bo się okazało, że nieświadomie naraziłam córkę na tyle przykrych chwil. Bo kto by pomyślał, że moje niegdysiejsze problemy ze sprawami kobiecymi mogą mieć taki obrót. Poza tym cierpiałam na ciągłe zmęczenie, kłopoty z pamięcią i skoncentrowaniem się. Tak więc tym aparatem (red.: A. Salvia) dałam sprawdzić córkę i siebie. Mała miała liczne ogniska toksyn niemal wszędzie.


Natomiast u mnie katastrofa była w miejscach związanych z rodzeniem dzieci. Takim sposobem, karmiąc piersią, przeniosłam toksyny na dziecko. Toksyny zadziałały i zaczęły się kłopoty u córki. Zaczęłam jej podawać Imun, Streson, Respidren. A także Candid . I to naprawdę pomogło. Z konsultantką widziałam się trzy razy, a wszystko trwało z pół roku. Córka jest zdrowa, złapała tylko jednego wirusa z katarem. Jedna osoba w rodzinie jest po terapii detoksykacyjnej. Czas na naszą pozostałą trójkę.


Kasia, Gdańsk, mama 9 letniej dziewczynki